Domek przy ulicy Głębokiej cz. 2 (Wolski Włodzimierz)
(strona 1) " Obejrzała się lękliwie, drżąc zbliżyła się nieco i nie jak siostrzyczka brata, ale jak motyl skrzydełkiem chciała leciutko w powietrzu przesłać pocałunek do czoła nauczyciela, gdy łza jakaś nie obtarta spadła z jej rzęsów na..."

(strona 2) " człowiek, jak to ludzie chorują i umierają, a na oczy nie widziałam, żeby kto tak piszczał, kwękał i stękał jak ten nasz pan Marcin, że mu tam trochę w żołądku kwiczy. Pamiętam, jak w naszym pułku sierżantowi Kogutek w dwunastym..."

(strona 3) " — Jakubowa! zaspaliście i ziółka zimne — zawołała gniewnie Marcysia stawiając przy niej imbryk. — A Przenajświętsza Panienko! Zimne! Przecież to nie lód! sacre morbleu , miałam nawarzyć ukropu? — zamruczała baba. —..."

(strona 4) " — Nic, mlle Marceline, de nouveau pas bien, pas bien... Mais cela se passera . — Ach! co ja cierpię, co cierpię, kumie Szczepanie! — Choroba to z tą chorobą, znowu źle — warknął Szczepaniak obcierając rękawem od koszuli..."

(strona 5) " ciszej... Wtem wszedł niespodzianie doktor. Był to wysoki jegomość, już siwawy, sporego wzrostu, żywych oczu i wojskowych ruchów. — Co tu tego, co tu tego, jakby płakali nad umarłym, nie brak nawet i księdza! Opiekujecie się..."

(strona 6) " III W   warsztaciku trumniarskim Józiak spracował się nad fugami i gzymsami dużej trumny, spoglądając tęsknie na okno od facjatki, gdzie z rana dwukrotnie twarzyczkę Marcysi obaczył. Zadumany, zgryziony, siadł na zydelku,..."

(strona 7) " che sosnowe drzewo na trumnę dostatnią... może by Marcysia, napłakawszy się, polubiła go znów po dawnemu... Wtem z daleka posłyszał na klarnecie wygrywane smętne melodie z Biednego rybaka. Wszystkie piosnki z tej komedii, tak..."

(strona 8) " zadowolenie serca wypogadza je także na chwilą. Józiak wziął się znów energicznie do roboty. — Ano niech będzie pochwalony! — Na wieki, ojcze Jakubie! Zajdźcie do mnie na chwilę do warsztatu, ojcze kochany! — Bóg zapłać,..."

(strona 9) " dywanem. Kadzidło biło w nos, posadzka jak lód gładka i świecąca, a co za obicie, jakie meble! Na ścianach obrazy pięknych kobiet w złoconych ramach i na biurku palisandrowym kilka miniatur leżało. Trzech młodych panów, paląc fajki..."

(strona 10) " tem ludzie powiedzieli, a przyjechała z mężem podczas choroby jego z Galicji. Poszepnął jej do ucha, spojrzała na mnie, uśmiechnęła się, potem zarumieniła, powiedziała coś żywo po francusku, że niby z niej zażartowali (tak mi się..."

(strona 11) " łem. Panna Marcjanna trocha do niej podobna, ale to nie to. — Jakże się ma pan Gulmańcewicz, ojcze Jakubie, idziecie, zdaje mi się, stamtąd? — zapytał Józiak nie patrząc mu w oczy. — Ano, co mu tam będzie! — Był już podobno..."

(strona 12) " — Niech ją tam z jej dobrocią, a widzisz no go! — wrzasnął głos piskliwy i wtoczyła się opasła osobistość majstrowej, która ten wykrzyknik we drzwiach usłyszała. — Niech ją tam z jej dobrocią! A kiedyś tu przyszedł,..."

(strona 13) " Majstrowę przeszło mrowie. Pierwszy raz, odkąd był u niej, wybuchła w gniewie i rozżaleniu z tylu obelgami, a poczuła dotkliwość i niesłuszność, którą mu wyrządziła, i żałowała natychmiast popędliwości. Pierwszy też raz..."

(strona 14) " Wziąwszy manatki pod pachę, kij do ręki, dał jeszcze dwadzieścia groszy płaczącemu niemowie, dziesięć rudemu, grożąc, żeby ręki na słabszego nie podnosił nigdy; i w czapce na głowie wszedł spokojnie do sklepu, ostatecznie..."

(strona 15) " róg Zakroczymskiej i przynieś pan za dwa złote daktylów i migdałów; rodzenków za sześć dydków , a za resztą karmelków z cukierni — ale przynieś pan tak, żeby nikt nie zobaczył... mój najdroższy panie Józefie! To dla pana..."

(strona 16) " rzekła z cicha, oglądając się lękliwie na przymknięte drzwi od sklepu trumniarki. Uścisnęła mu rękę i pobiegła szybko po wschodach na facjatkę. Józiak w sklepie zastał majstrową, kuma Szczepana i Maciusia, który się na procesję..."

(strona 17) " — Przepraszam, mój panie Józiaku, uniosłam się może, ale nie dokuczaj mi za to, daruj, zostań choć do pierwszego, Józiaku! Jesteś już parę lat u mnie, uważam cię jak za swego krewnego — zawołała płaczliwie majstrowa. — A,..."

(strona 18) " poczciwi i bardzo nam życzliwi ludziska. W czasie nieszczęsnej choroby dowiedli, jak potrafiliśmy zobowiązać ich i ile mają dla nas szacunku prawdziwego. Powtarzam jednak, że nie daruję Paulowi, czemu mi o tym sztafetą nie doniósł, we..."

(strona 19) " ci ją dali na ten dzień, możesz nawet z początku do pani Budowniczowej odezwać się kilka słów po francusku. Panu Budowniczemu pokłonisz się ode mnie jak najuniżeniej i oddasz mu wraz z bilecikiem te cztery buteleczki stuletniego miodu,..."

(strona 20) " od tych, które miałem zaszczyt komunikować pani Dobr podczas jej pobytu w Warszawie. Między innymi znowu akt graniczny z 1773 roku, die quarta mensis Septembris in fundo bonorum Sucha Rękawka w przytomności znakomitych dygnitarzy..."

(strona 21) " Warszawy, zatem usilnie zajmuję się wyszukaniem tychże, czego nie wątpię, że potrafię dokazać wkrótce, chociaż to potrzebnym nam już tylko będzie do rzucenia ostatecznie światła na sprawę, o której poczytuję sobie za prawdziwy..."

(strona 22) " Aczkolwiek motywów wyroku szczegółowo obawiam się pani Dobr. listownie komunikować, z powodu zbytecznej ich rozciągłości, atoli pewność najpewniejsza, że taka prawniczka jak pani Kontrolerowa po powrocie do Warszawy z pewnością je od..."

(strona 23) " Ile to kosztów, ile mozołów! Jestem nie wiedzieć kim, że kto inny umyłby ręce i polikwidowałby znacznie więcej — ale będąc tyle winien państwu dobr., miałem sobie za najmilszą i najświętszą powinność dać nowy dowód pani..."

(strona 24) " walibyśmy nasz interes, wbrew korzyści własnej postąpili i nieprzyjaciółmi własnymi zostali, gdybyśmy wchodzić mieli w jakiekolwiek układy ze Szpagatowiczem, do których, dowiaduję się z boku, że dosyć jest skłonny. Jutro, ale nie..."

(strona 25) " a strzeżże mnie, Boże, zaraz by dowiedziała się mama, jak przyjedzie. Tam zanieść także nie można dla tej samej przyczyny, a więc buteleczka jedna stłucze się, jeżeli mama zapyta notabene." Wydostał szanowną babuleńkę w..."

(strona 26) " — A przenajsłodsze Imię Jezu! czyż to mam język jak paparzynę i zaraz pytluję albo co? Panie Marcinie, jak pan przed nikim nie powie, to panu także coś powiem. — Parole, że nie powiem. — Byłyśmy dziś z Marcychną u..."

(strona 27) " ziomek, przyprawionych cukrem i śmietaną, a przy niej dwie łyżki leżały na dębowym stole, nakrytym nieśmiertelną serwetą w kwiaty. Marcelek trocha niepewnie stanął na progu, zapomniawszy zdjąć kapelusza, małe jego oczki zatrzymały..."

(strona 28) " Nauczyciel jej tymczasem, zasadziwszy znów kapelusz na bakier, ścigle i gimnastycznie zbiegł ze schodów brukowanych od kościoła Panny Marii na Rybaki. Pędem pobiegł nad Wisłę, gdzie go gwałtowna chęć ochłody ciągnęła, i..."

(strona 29) " wiadomostek mechanizmu warsztatowego — badał wszystko z cierpliwością tak usilną, że u nas, gdzie jej niestety tak nam brak często, ona jedna świadczyć by już mogła o niepospolitym jego charakterze, jeśli nie umyśle. Praca taka..."

(strona 30) " — Strzeżże mnie, Boże, żeby nie! — Czymże służyć takiemu gościowi? Wypal tymczasem choć fajkę, a potem pójdziemy na lody albo na herbatą. — Merci, pour mille fois merci, kochany Pawełku, jesteś poczciwy jak zwykle...."

(strona 31) " pił sobie dwie pary rękawiczek, potem do składu perfum, gdzie nabył małą buteleczkę „millefleur"   i słoik pomady — stamtąd do cukierni, gdzie zjadł trzy filiżanki lodów i kilkanaście ciastek. Z trzech rubli..."

(strona 32) " pani, Kontrolerowa dobrodziejka. Niechże kochany pan Marceli najuprzejmiej usiędzie! Domciu! daję najświętsze słowo honorowe, że pan Gulmańcewicz po chorobie swojej coraz lepiej wygląda — prawda? — Damom nie wypada robić..."

(strona 33) " kilkoletni dryblas krostowatej cery, czysto dosyć ubrany, włosów gęstych, kędzierzawych i oczu wiekuiście krwią zaszłych. Przywitali się z Marcelem, którego już znali dawniej. Porucznik uścisnął mu rękę niby jak koledze wojskowemu..."

(strona 34) " i nawet doradzała czasem. Ilekroć Marcelek wzniósł oczy od kart i spojrzał w którą stronę, zawsze spotykał bystre, błyszczące jej spojrzenie, jeśli tylko była w tym samym pokoju. Przy ukończeniu drugiej pulki, kiedy tasowano karty,..."

(strona 35) " — Kiedy już nam tak każą, to wypijmy po jednej szklance, panie budowniczy, jedna nie zaszkodzi — wtrącił potulnie Jabłuszko. — Gdyby na nieszczęście pani Kontrolerowa dobrodziejka dowiedziała się o tym, jestem nie wiedzieć kim,..."

(strona 36) " — Jest co capnąć, aby było tylko czym. Jedź! i ja położę nogi na stół. Jedź! — odparł Porucznik wyjmując kilka pięciozłotówek i garść drobnych. Pierwszy abcug wygrał. Kocio zapytał grzecznie Marcelka, a jeszcze ciszej niż..."

(strona 37) " przegrałbyś. Dajcie, panowie, pokój kartom, bardzo proszą. — Bo i pewno — bąknął Porucznik — wypijmy jeszcze raz gospodarstwa zdrowie i chodźmy. — Chodźmy! — szepnął posłusznie Kocio chowając nazad pieniądze, za którymi..."

(strona 38) " — A znajdzie się kropla jamai? Ja tam tych słodyczy nie lubię, bo człowiek, sakr-panie, rozgrzany, a noc zimna jakaś, strach zaziębić żołądek, jak oto pan Gulmańcewicz przeszłym razem. — O, znajdzie się. — A to marsz! A pan..."

(strona 39) " Zajrzawszy nazajutrz do kieszeni od tużurka, znalazł dewizkę, ale szpilki brylantowej nie było. Przetrząsnął całe mieszkanie, przejrzał schody, pognał do kościoła Panny Marii, na Koźlą ulicę, z Kociem każdy kącik w numerku..."

(strona 40) " lant wsadzić. Cóż to, prosty fason! Dostaniesz pan taką gotową nawet, a tymczasem może się prawdziwa wynajdzie, mam jakieś dobre przeczucie. Przeszukaj pan jeszcze pilnie w domu i u Kocia. A tymczasem proszę usiąść i rozweselić się...."

(strona 41) " — Zlituj się pani, co poczną? Czyby mi uwierzył pan Jabłuszko, gdybym powiedział, żem zgubił pieniądze, a koniecznie, koniecznie mi potrzeba? Paweł goły jak ja, kumowi Szczepanowi już i tak jestem winien. — Czy pewny pan jesteś,..."

(strona 42) " kiego i nie przyjąć znajomych po ludzku... nie potrafią. Tyle naszego, co użyjem. Wracaj pan prędko na śniadanko, panie Marcelku! Zaledwie odszedł, Domicela pobiegła strzałą de sypialnego pokoju, otworzyła niskie drzwi, osłonięte..."

(strona 43) " niego pofatygować. Poszedł natychmiast, przeczuwając dobrą nowinę. Jakoż przeczucie było trafne, Kocio, przetrząsając jeszcze raz szczupły numerek, znalazł szpilkę w szparze pod progiem. Radość Marcelka, przekonanego, że już ją..."

(strona 44) " i tym energiczniej brał się do nowego dzieła, tak dlań łatwego, że nawet współtowarzysze nie mogli wydziwić się szybkości i dokładności roboty, a majster dziękował za niego Pawłowi. Było już blisko południa, mieli wkrótce..."

(strona 45) " któryś. Ostatniej cyfry nie znać zupełnie... Myślicie może, żem zgubił skaplerz, coście mi dali, o nie! mam go tu, widzicie. — Ano nie myślałem nigdy — odrzekł kwestarz tając radość. — Mówił mi kum Szczepan, zdaje się,..."

(strona 46) " — Ano nie powiedzieliście mi, co tam mówił doktor, matulu? — Cóż, proszę jegomości, jaśnie pani przysłała go znów dzisiaj, ale to na nic. Męczy się kobiecisko okropnie. Teraz, jakeście odeszli, zasnęła — odrzekła mu na..."

(strona 47) " — Piękny pan, jak dziewczynka delikatny! Mój syn byłby właśnie w tym wieku! O! Najświętsza Panno Bolesna! zmiłuj się nade mną! — zawołała z jękiem rozdzierającym, padając bezwładnie na poduszkę, i ręki nie puściła. —..."

(strona 48) " — Umarła? Skądże wiecie? — Od tej kobiety właśnie. — Od tej kobiety! Więc jeszcze żyła matka, kiedy byłem w szpitalu! Nie dopominała się, wstydziła? A ojciec? — Ojciec, ano, ojciec umarł, nimeś jeszcze na świat..."

(strona 49) " chrzcie u Dzieciątka potwierdzono. Sprawdziłem to najsumienniej w księgach. Wszystkie takie szczegóły spisują tam przy odbiorze niemowlęcia. — Nie do uwierzenia! — odparł Józiak, któremu się to wszystko wydało jak sen dziwny, jak..."

(strona 50) " — Wyraźnie ktoś wołał na mnie po imieniu... o — znowu! — Przywidzenie! Wzruszyłeś się oto, nadowiadywałeś niespodzianych rzeczy... wszystko ci to tkwi w sercu. Poznajesz ten dom? — O... poznaję, tu właśnie robiłem trumnę..."

(strona 51) " — Cóż się stało? — zapytała ciekawie i z zajęciem. — Ano, proszę łaski pani, wszyściutko, dzięki Najwyższemu, sprawdza się co do joty — odparł ojciec Jakub obcierając kroplisty pot z czoła i twarzy. — Krzyżyk jest,..."

(strona 52) " łym (i dała mu nawet nazwisko Sierocki), przeniosła się w Białostockie do tamecznego zakładu Sióstr Miłosierdzia, a pani Grzybińska z państwem wyjechała z Warszawy. Józiaka z zakładu oddali na wieś, ano podrósłszy wrócił do..."

(strona 53) " — Ano, proszę łaski pani, trzeba też było mieć nieludzkie serce, żeby porzucić niemowlę takie ładne i potem... grzeszyć, grzeszyć — aż przyszedł wiek i Bóg ukarał. — Młoda, niedoświadczona, prosta dziewczyna ze wsi; kto..."

(strona 54) " — Straszna, surowa kara. — Ano tak, proszę jaśnie pani, ano taka, jakie przewinienie. — Poradź mi teraz z łaski swojej, ojcze Jakubie, jak mam przyjść w pomoc jej biednemu chłopczynie? — Jaśnie pani! Wiele nie potrzeba, nie..."

(strona 55) " Józiak, niecierpliwie i niespokojnie naczekawszy się na kwestarza, wszedł nieśmiało do sali, zarumienił się, stanął zmieszany i nieruchomy w progu gabinetu, kiedy piękna pani łaskawie nań spojrzała prosząc, aby obejrzał meble i..."

(strona 56) " Paweł... pan Sarmiewicz. Do widzenia. Proszę przyjść w tych dniach, niech będzie pochwalony, ojcze Jakubie! — rzekła ciszej, biorąc książkę do rąk, ale tylko jej oczy, a nie myśli, spoglądały na litery — i jeszcze długo, choć..."

(strona 57) " także anioł i wy, ojcze Jakubie! Dalibóg! aż wstyd człowiekowi, żeście tacy dobrzy dla mnie, a ja wam nijak nie potrafię odsłużyć. — A to na co, Józiaku? Aż mi raźniej, że ci się jakoś wieść zaczyna od biedy... ano, dosyć..."

(strona 58) " — A tak, Józiaku! To krewna twoja — i nie stryjeczna, ale rodzona siostra twojej matki, co cię oto kiedyś podrzuciła. — Ciągle dziś mówicie ze mną zagadkowo, jak to kum Szczepan na was narzekał... To chyba nieprawda, że to ta..."

(strona 59) " biety — i jakiegoś smutnego zadowolenia, że przecie jest ktoś na świecie, co go krewnym nazwać może. Tajemnica istotna tego na pozór nadzwyczajnego, a w istocie bardzo, niestety, zwyczajnego wypadku została tylko pomiędzy panią..."

(strona 60) " dalej z nią w gawędę — no i pokazało się, ale ta dokumentnie, sprawdzone w książkach u Dzieciątka, że jak dwa a dwa cztery, Józiak — jej bratunek. — Kochany panie majstrze, cóż to za kobieta? — zapytał Gulmańcewicz pocąc..."

(strona 61) " USTĘP TRZECI   Duchem i ciałem nadziemska, [powiewna, Tyś głazem, który prze człowieka [w ziemię... Uroczą formą aniołom pokrewna Drogą cierpienia wiedziesz ludzkie [plemię, A świat tymczasem czuje w twym [utworze Wszystko,..."

(strona 62) " Stary trącając Marcysię, która z minką sztywną nieco tkwiła jak dziewanna na siedzeniu, odkłonił im się od serca rogatywką — pokazano mu za to dwa języki; zaklął, chciał cisnąć parasolem, ale dorożka szybko skręciła na..."

(strona 63) " — Cóż tam taki biedota dla pani Kontrolerowej; pewno nawet i nie baczyła na niego... Stary nagle kazał stanąć dorożce. Kulejąc poszedł z córką na drugie piętro, gdzie mieszkał budowniczy, u którego pracował Marceli. Marcychna..."

(strona 64) " — Nawzajem państwu dobrodziejstwu w imieniu wszystkich nas pięciu, chociaż życzyć więcej nie wypada nad to, co widoczne u państwa dobrodziejstwa, zwłaszcza też w kwitnącej twarzyczce córki... Która godzina, łaskawy panie? bo nasze..."

(strona 65) " z całą czeredą odprowadził Szczepaniaków aż na dół w ukłonach i oświadczeniach zadowolenia, że tak zaszczytną zabrał znajomość z kuzynami kolegi. — Ja nie kuzyn, ale przyjaciel pana Marcina — odparł dobrodusznie Szczepaniak,..."

(strona 66) " przy wejściu, na podwórzu, wewnątrz, przy schodach — rozmaitych robotników o pana Gulmańcewicza, nikt mu nie potrafił odpowiedzieć. — Co to: cieśla, może ten młody stolarczyk, albo? — Choroba tam stolarczyk! Toć pan budowniczy,..."

(strona 67) " fryzowane, zapuszczał wąsy i bródkę, wywinięty kołnierzyk od cienkiej koszuli poplamiony tuszem i atramentem. Przenikliwsze spojrzenie od Marcysi zastanowiłoby się nie nad wdziękiem tej twarzy, bo zaledwie przystojna, ale nad głębszym,..."

(strona 68) " — Tatuniu! pan Marcin gdzieś w tamtą stronę idzie, nie zobaczył nas, może posłać kogo po niego. — Dzień dobry, kochany panie Marcinie, szczęść Boże do roboty! Przyjechała oto pani Kontrolerowa, przyszliśmy panu powiedzieć!..."

(strona 69) " — Czemuście państwo sami się fatygowali, mlle Marceline, po co tak daleko? — odparł dosyć kwaśno nauczyciel, wychodząc z nimi co najprędzej. Na twarzy jego wcale nie było widać radości, którą spodziewali się obaczyć..."

(strona 70) " docznie już w złym humorze zaledwie uchylił kapelusza na ukłon Józiaka, a zwykle grzecznie kłaniał się każdemu. Jakby na rozkaz wszechwładnego pana Szczepaniak z Marcysią pożegnali się prędko z Józiakiem. Twarz jego, przez chwilę..."

(strona 71) " na Szczepaniaka, że odwiedzinami tymi skompromitował go na wieki. Paweł przejrzał list z roztargnieniem. — Kostek wariat zawsze, natrę mu uszów za niewczesne żarciki z kuma Szczepana, a ty, mój bracie, wstydź się też gniewać na..."

(strona 72) " jona jak królowa, Marceli w białej chustce, we fraku od stu diabłów... pani Kontrolerowa w czepcu z jaskrawymi wstążkami. Na rogu Mostowej Marceli kazał stanąć dorożce i poprosił Szczepaniaka, żeby wysiadł na chwilę. — Mój kumie..."

(strona 73) " w mundurze, chociaż i tak nic mu nie brakuje" — dodał z głębszym jeszcze ukłonem. Domcia, nieco mizerna i od bólu zębów podwiązana, przyjęła Marcelka jednak z głośnym wykrzyknikiem: — A przecież! A cóż to za łaska! Czy się..."

(strona 74) " szawie tańszego nie znajdziesz. Chodźmy obejrzyć! a przedtem kieliszek grochowskiego. — Cela a plu beaucoup à moi, très beaucoup — mówił Marcelek obejrzawszy z usłużną gosposią pokoik, gdzie poustawiane mebelki zdawały się..."

(strona 75) " mniemała, że winna to swojej godności i przyzwoitości, o którą zawsze dbała nadzwyczaj. — Jeżeliś przez ten czas tak się prowadził, jakeś tu gospodarował, filutku, to nie mam z czego cieszyć się bardzo. — Strzeżże mnie,..."

(strona 76) " — Marcelek jest nieuważny, zanadto zapewne zapoufalił się ze Szczepańskim, z córką jego i gniewa się na konsekwencje, których winę niech sobie sam przypisze. Może z kim poróżniłeś się? — zapytała Gulmańcewiczowa dosyć..."

(strona 77) " wiedzieć kim, czy zasługujemy na nią — rzekł z ukłonem jeszcze uniżeńszym. Oczki spod okularów tak mu drgały szybko, rękę przykładał do serca i tak jakoś krzywił się płaczliwie, że ujęta pani Kontrolerowa, zapomniawszy na..."

(strona 78) " po prostu obowiązek prywatny, w domu oczywiście przyzwoitym i dobrze znajomym, jak pani dobrodziejki, niż tutaj biegać za tysiącznymi interesami, na których jestem nie wiedzieć kim, czy się nawet zarobi tyle, co potrzeba na życie i..."

(strona 79) " Szczepańskiego, któremu jednak wypada oddać niedługo, choć może być najpewniejszy odbioru. — We właściwym czasie, we właściwym czasie, pani Kontrolerowo dobrodziejko, skądżebyśmy teraz wzięli? — Mam wprawdzie kilkaset..."

(strona 80) " — Tylko tego jedniutkiego: kiedy tu przyjdzie Barbones i będzie mówił o nabyciu tego interesu, niech pani Kontrolerowa nie odmawia mu od razu i wchodzi niby z nim w układy, bada jego warunki, które oczywiście odrzucimy przy końcu..."

(strona 81) " III W kilka dni po przyjeździe Gulmańcewiczowej trędowaty Chałek Barbones, właściciel symulacyjny nieruchomości na Gęsiej ulicy, finansista z przystrzyżoną brodą rudokasztanowatą, z skałką na oku, ubrany nieco po starożydowsku i..."

(strona 82) " — Ta pani, ta dame z facjatki, wy jako gospodarsz właszciciel muszicie wiedzieć najakuratne, czi piniężne jest? — Cóż to, do stu par bizunów! czy ja w worku jej siedzę? Ma się wie, mospanie, że pieniężna! — A zoj! —..."

(strona 83) " figie, a nie Wilczy Dołek... Słuchajcie, majster, chciałem z nią taki handel zrobić: dacz jej moje kamieniczke, no i dołożyć bares geld półtora tysiąca... albo to złe? Kiedy ona uparte jest i nie chce przystać; no to ja wam..."

(strona 84) " wiek, kiedy bendzie za późne, kochany majster! — zawołał Żyd przyśpieszając kroku. Musnął brodą, uśmiechnął się przyjemnie i zamruczał: — A fajn, a fajn! — Obejrzawszy się potem, że nikogo nie ma na Głębokiej,..."

(strona 85) " — Cóż ci, u licha, stało się, stary kamracie, poczciwy majstrze, czyś na czczo Żyda spotkał, czyś jamai albo barbarzyńskiego trunku podniósł kubełków... sakr-panie, co niemiara — a to po prostu nie wiedziałeś, co trzymasz w..."

(strona 86) " — Ba, a jakże, pamiętam najdoskonalej. Suchy Szpagat w Płockiem czy Augustowskiem nad Narwią. — Choroba tam Suchy Szpagat: Wilczy Dołek... to Sucha Rękawka do tego Szpagatowicza należy. — Sakr-panie, prawda! Lepszą masz ode mnie..."